piątek, 10 października 2014

Rozdział 15.

Nastał kolejny dzień. Wszyscy członkowie drużyny liceum Seirin wykorzystywali ostatnie godziny by jeszcze lepiej się przygotować do nadchodzącego meczu. Kuroko trenował właśnie rzuty pod okiem Daikiego. A ten zbytnio nie przykładał się do pomocy swojemu koledze, ukazując to swoją obojętną postawą praktycznie na wszystko co go otaczało. 
-Aomine-kun, powiedz w końcu co się stało bo, dłużej nie wytrzymam w twoim towarzystwie. 
-Nic się kurwa nie stało i dajcie mi wszyscy spokój! 
-Wybacz ,  jesteś kiepskim  aktorem. Na milion procent coś cię gryzie. - Tetsuya nie odpuszczał.
-Jak się natychmiast nie odpierdolisz to  być  może nie dotrzesz na mecz!
-Uspokój się! Nienawidzę jak ktoś robi ze mnie idiotę. To przez Kise-kun'a, mam rację?
W tym momencie Ciemnowłosego przeszły ciarki. Był w pełni świadom co robi za plecami swoich przyjaciół i zacięcie walczył o to by się nie wydało. Wtedy nie miał pojęcia jak rozegrać rozmowę z korzyścią dla niego. 
-Nie twoja sprawa, Tetsu. Powodzenia z Yosen. - Zbył Niebieskookiego i dosłownie przed nim  uciekł. 

Hala zawodów Winter Cup, godzina 15.06

Pojedynek właśnie się rozpoczął. Aomine stał  daleko na trybunach przy drzwiach wejściowych. Najchętniej został by w domu, w łóżku pogrążając się w swojej rzeczywistości, paląc jednego papierosa za drugim i nie myśląc o niczym. Lecz przyszedł. Obiecał Kagamiemu, którego niby tak wielce kochał. Śledził jego grę, ruchy, determinację i umiejętności. Ale obserwując go, czuł wyraźny niedosyt.  Tliła się w nim nadzieja że niebawem ujrzy inną osobę. Roztargniony jeździł wzrokiem po całej sali, nie interesując się zbytnio tym, co wówczas działo się na boisku. Czekał na niego. Za nic w świecie nie przyzna tego sobie, ale to właśnie jego zapragnął teraz zobaczyć. Cały dzień i całą noc wspominał ubiegłe lata. Mimo tego iż mocno postanowił nigdy więcej do tego nie wracać. Mijały minuty. Wnet w wejściu pojawił się Ryouta. Ciemnoskóry automatycznie oglądnął za siebie i wewnętrznie rozpromieniał. Jednak na twarzy Blondyna nie malowała się radość. 
-Yo Kise. -  Opaleniec przywitał się niepewnie. 
-Jak mecz?-  Ten odpowiedział po dłuższej chwili z obojętnością w głosie.
-Jak na razie , to Seirin będzie miało kłopoty. - Rzucił Daiki wpatrując się w tablice z wynikami. 
Po zamienieniu przez nich tych krótkich zdań, zapadła cisza i powstawało dziwne napięcie. Aomine przysunął się bliżej barierek i oparł się o nie. 
-Kise... nawet sobie sprawy nie zdajesz, jak bardzo mam przez Ciebie przejebane.... - Wypalił bez ogródek. 
-Wzajemnie, Aominechi...
-Czemu... czemu kurwa nie potrafię o nas nie myśleć?! Mam już tego dość! - Ciemnowłosy zagryzł zęby i mocno ścisnął metalową rurkę, jak by to miało pomóc mu opanować złość. Brązowooki niespodziewał się takiego wyznania po Daikim. Poczuł wtedy palący się w nim płomyk nadzieji. Podszedł do niego bliżej, złapał pod ramię i lekko oparł o niego głowę. Zamknął oczy i westchnął. 
-Wiesz czemu? Bo wciąż mnie kochasz...
Chłopak słysząc to stanął w osłupieniu. Nie wiedział czy emocje jakich właśnie doświadczał to złość czy też ukojenie. W pewnej chwili spostrzegł że spod powiek Blondyna wypływają stróżki łez. 
-Idioto... a jak nas ktoś zauważy? Chodź...
Aomine odwrócił się i wyszedł z hali. Ryouta podążył za nim i niebawem oboje znaleźli się na korytarzu. Opaleniec przycisnął go do ściany i zaplatając swoje dłonie w jego, podniósł ich ręce do góry  i gwałtownie oparł je o elewację.  Nachylił się nad nim po czym spuścił głowę w dół. 
-Kise, przestań pierdolić. Wiesz jak ja się czuję? Dlaczego po prostu nie możesz zniknąć z mojego życia raz na zawsze?! Przez Ciebie mam skurwysyńskie problemy!
-Szkoda tylko że nie wiesz co ja czuję... 
-Zamknij się! 
Ciemnoskóry w przypływie wściekłości brutalnie uderzył ich rękoma o ścianę przygryzł wargi i ostro zatopił się w ustach Ryouty. Dłonie obojgu zostawiały krwawe ślady na powieszchni a oni pogrążeni w desperackim pocałunku, chcieli pozbyć  się całego niepokoju i odpłynąć w inny wymiar, jak po silnym narkotyku. Lecz ten pocałunek nie należał do przyjemnych. Oprócz metalicznego posmaku krwi Aomine, był po brzegi wypełniony ich wspólnym cierpieniem.  W pewnym momencie oderwali się od siebie a Daiki cały drżąc złapał za poranioną dłoń Kise i podążył w kierunku łazienki. Bez zwłoki weszli do kabiny. Ciemnowłosy wręcz rzucił Blondynem o kafelki i zatrzasnął z hukiem drzwi. Naparł na niego całym ciałem i kładąc mu ręce na skroniach, ponownie obdarzył chłopaka zawrotnym pocałunkiem. Następnie posunął się o krok niżej rozpinając spodnie Brązowookiego. W tym samym czasie druga kwarta pojedynku Seirin vs Yosen dobiegła końca, co oznaczało 10 minutową przerwę.  Niefortunnie niebieskowłosy    zmierzał do miejsca, w którym mógł pojawić się w najmniej odpowiednim momencie. Wszedł do środka i momentalnie zauważył co właśnie działo się w jednej z kabin. Słyszał ciche jęki i powtarzane w kółko dobrze znane mu imię "Daiki", "Aominecchi", "Aomine"... Wtem szybko ulotnił się stamtąd, coby żaden z nich nie dostrzegł jego obecności. 
-Aomine, niech cię szlag trafi!-




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz