Jak widzicie, to już koniec tego opka. Cieszę się że mogłam zrealizować swój pomysł :D Było to moje pierwsze yaoi, więc wybaczcie za ewentualne błędy, niedomówienia, niedopatrzenia. etc. A pewna jestem iż takie się pojawiły ;)
Obecnie rozpoczęłam pisanie nowej historii, o wydarzeniach "Za nim wszystko się zaczęło" :) Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć tylko tyle. Nie wiem czy uda mi się napisać ten fanfic i nie znam również daty ewentualnej premiery :D
Pozdrawiam, Sayuri-chan :3
3 lata później, Cmentarz
Jednak nie udało się. Nie zdążył. Wtenczas było za późno ,by móc cokolwiek zrobić. By cokolwiek zmienić. A choćby chciał, to nie dał rady bo cały czas się oszukiwał. Z chwilą gdy ''to'' się stało, w końcu uświadomił sobie jak wielki błąd popełnił. Sobie i wszystkim dookoła. A tamtego dnia widzieli się ostatni raz.
-To już dwa i pół roku...-Powiedział Taiga do Aomine stawiającego znicza na grobie.
-Ta...- Rzucił i poczuł jak do jego oczu napływają łzy. Po chwili zasłonił twarz ręką. Kagami spostrzegając to, mimowolnie położył dłoń na ramieniu Ciemnowłosego, który pogrążony był w smutku i wspomnieniach. Nagle, w akcie desperacji, Daiki upadł na kolana i udeżył pięścią w mogiłę, przypominając sobie wszystkie wspaniałe chwile, jakie przeżył razem z ''nim''.
-Kurwa, dlaczego?! Nie rozumiem, czemu?! Przecież to nie musiało się tak skończyć...!!!
3 tygodnie później
Minęły 3 tygodnie. Aomine ograniczył spotkania z Taigą do minimum, od nowa zaczął opuszczać lekcje, przestał chodzić na treningi na których i tak bywał rzadko, sprowokowany przez Satsuki bądź ze swojego kaprysu. Praktycznie w ogóle nie grał w kosza. Jego życie zaczęło nagle tracić sens. Jednak po tej trzytygodniowej przerwie zdał sobie sprawę z tego iż musi zakończyć tą melancholię i podjąć pewne nie łatwe decyzje.
Był piątkowy wieczór. Ciemnoskóry stał na stacji metro, paląc któregoś z kolei papierosa.
-Daiki, wiesz co się dzieje z Kise? Od prawie trzech tygodni nie było go w szkole, ani na treningu i w ogóle nie ma z nim kontaktu...
-I co ja mam z tym wspólnego?
-Kiedyś łączyły was podobno bliskie relację, więc myślałem że wiesz.
-Kiedyś...
W międzyczasie przypomniał sobie rozmowę z Kasamatsu sprzed kilku dni. Tak, wybierał się właśnie do Kise. Przeszywający wewnętrzny niepokój targał go od środka. Z czasem robił się on coraz silniejszy, aż w końcu stał się nie do wytrzymania.
***
Stał oparty o poręcz przodem do okna, bezsensownie się w nie gapiąc. Dziura w umyśle. Kompletna pustka. Niemoc i zobojętnienie. Dziwne uczucie, przecież wszystko będzie dobrze. Chyba . Nie, na pewno. No jak mogłoby być inaczej. Ciarki. Cienkie krople zimnego potu. Złe przeczucie. Obawa. Ale o co? Jak wszystko jest i ma być w jak najlepszym porządku. Wdech-wydech, pora wziąć się w garść. To Twój przystanek, Daiki.
***
Podróż dłużyła się niemiłosiernie, choć w rzeczywistości minęło zaledwie 20 minut. Niebawem Ciemnowłosy dotarł do domu Ryouty. Zadzwonił do drzwi. Cisza. Zadzwonił drugi raz, cisza. I po raz kolejny. Cisza. Nacisnął na klamkę. Drzwi były otwarte. Szedł powolnym krokiem, rozglądając się wokół siebie. Po niedługiej chwili dotarł do pokoju osoby, z którą spotkania obawiał się z niewyjaśnionego powodu. Zatrzymał się. -Kurwa, o co chodzi? Czego ja się tak boję do cholery? Może nawet nie ma go w domu.- Ostatecznie Ciemnoskóry przekroczył próg i znalazł się w pomieszczeniu.
Brązowooki leżał na łóżku z rękami założonymi za głowę. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to zabandażowane nadgarstki Blondyna.
-Kise... co z tobą?- On usłyszawszy głos Daikiego podniósł się na równe nogi.
-Co ty tu robisz?! Wyjdź stąd! Natychmiast! Nie chcę cię widzieć! Rozumiesz?!
-Kise...
-No na co jeszcze czekasz?! Wynoś się! -W pewnej chwili twarz chłopaka zalała się łzami. Aomine podszedł do niego i mocno przytulił.
-Kise... daj spokój, proszę.
Ryouta odwzajemnił uścisk z dwa razy większą siłą i wcisnął palce w ubranie Ciemnowłosego.
-Aomine, błagam! Zrobię dla Ciebie wszytko czego zapragniesz, ale bądź ze mną! Teraz! Tutaj! Bądź przy mnie! Bądź... zawsze...
Wyrzucił z siebie Kise, wypłakując się w ramię chłopaka. Ten stał w osłupieniu. To pierwszy raz, kiedy widział go w takim stanie. Pierwszy raz, kiedy zobaczył jak bardzo mu na nim zależy. Jak wielkim uczuciem go darzył. Jak nie mógł bez niego żyć. Uzależnił się. Uzależnił się od niego. Od jego oddechu. Od jego dotyku. Od głosu, ciała, obecności. Niebawem uścisk przerodził się w długi, porywczy pocałunek. Daiki nie odrywając się od niego i przyciskając swoim ciałem, oparł go o łóżko. Wtem łapczywie ściągnął z niego koszulkę i zaczął muskać jego szyję. Następnie osuwał się coraz niżej po lini torsu Blondyna, całując go i zostawiając po sobie mokre ślady. Ten wygiął się lekko i złapał rękami za poduszkę. Aomine ostatecznie dotarł do jego bokserek i pozbywając się ich w okamgnieniu, począł pieścić językiem jego męskość. Po niedługim czasie Kise złapał za t-shirt Ciemnoskórego i po omacku zaczął ciągnąć go w górę. Ten spostrzegawszy to, przerwał swoją dotychczasową czynność i pomógł mu. Ryouta zniżył się na zasięg jego twarzy, spojrzał mu prosto w oczy i pocałował, dotykając wewnętrzną część jego ust. Za chwile ręka Blondyna pobłądziła do spodni Daikiego, poczynając masować jego członka. Ten zaczął ściągać z siebie spodnie, by ułatwić partnerowi zadanie. W końcu kiedy ich podniecenie osiągnęło maksimum, Kise przylgnął plecami do kołdry i rozluźnił się. Ciemnowłosy prędko w niego wszedł i położył się nam nim w taki sposób, aby mógł dosięgnąć ust chłopaka. Tym razem Aomine był delikatny. Posuwał go powoli, w tym samym czasie obsypując Blondyna chaotycznymi pocałunkami. Za niedługo po gorących uniesieniach oboje doszli. Daiki ułożył się obok Brązowookiego, objął go i przyłożył jego głowę do swojej klatki piersiowej.
-Kise... nie jestem w stanie zrozumieć co czujesz, ale musisz w końcu pogodzić się z tym że kocham Taigę, a ''my'' to już odległa przeszłość.
-Aomine... przecież możemy się spotykać na boku , tak bez zobowiązań, Kagami o niczym się nie dowie.
-Pomyśl. Jak Ty byś się czuł, robiąc coś takiego za moimi plecami?
Kise spuścił wzrok w dół, zdając sobie sprawę z wagi problemu.
-Masz rację, Aominecchi...
-Doceń to, co dla Ciebie zrobiłem . Nawet nie wiesz, jak ciężko mi jest spojrzeć w oczy Taidze po tym wszystkim.
-Zdaje sobie z tego sprawę... dlatego byłbym w stanie zrobić wszystko, by Ci się odwdzięczyć.
-Jedyne co możesz dla mnie zrobić, to zapomnieć o mnie. -Oznajmił Aomine schodząc z łóżka. Za moment po zarzuceniu na siebie garderoby oraz wzięciu swoich rzeczy skierował się ku wyjściu. Blondyn nie ociągając się, ruszył w jego stronę i ścisnął go od tyłu ramionami, po czym zakrył mu swoją dłonią oczy.
-Kocham Cię, Aomine... - Zbliżył się do ucha Ciemnoskórego i wyszeptał roztrzęsionym głosem. Słowa te przeleciały całe wnętrze chłopaka i finalnie przekuły jego serce niczym pocisk, wystrzelony z prędkością światła. W tym właśnie momencie Daiki zrozumiał jak bardzo oszukuję się, co do kwestii swoich uczuć. Lecz popadł w błędne koło, z którego nikt nie był w stanie go już wyciągnąć. Odpowiedzią Aomine na wyznanie Brązowookiego, był nieprzerwany , głęboki pocałunek , wypełniony po brzegi jego skrajnymi emocjami. Za niedługo ich usta oddzieliły się od siebie i po chwili Ciemnowłosy opuścił pokój Ryouty.
21.33, dom Kagamiego
Daiki siedział przy stoliku, czekając na kolację którą przygotowywał w kuchni Czerwonowłosy. Nie mógł pozbyć się myśli związanych ze zdarzeniami sprzed paru godzin. Po niedługim czasie Taiga położył na ławie talerze z gorącym curry i sam zasiadł do stołu. Aomine zamiast nabierać widelcem jedzenie zaczął bawić się nim, roznosząc je po całym naczyniu.
-Aomine, co jest? Nie masz ochoty?
-Taiga, co byś zrobił, gdybym zostawił Cię dla innego? -Rzucił niespodziewanie. Ten aż upuścił sztućce z wrażenia i o mało co nie zadławił się posiłkiem.
-Czemu nagle wyjeżdżasz mi z czymś takim?!
Wtedy Ciemnowłosy spojrzał Kagamiemu prosto w oczy i z wielką powagą wyznał:
-To wiedz, że nigdy tego nie zrobię, bo pokochałem Cię jak koszykówkę i mam zamiar uczynić z Ciebie najszczęśliwszą osobę na świecie.
Koniec
18.30, mieszkanie Taigi
-Wow, ty serio mieszkasz tutaj sam? - Zapytał Aomine, wchodząc do pokoju dziennego i rozglądając się dookoła.
-Tak, a co?
-Dużo miejsca... może bym się do ciebie wprowadził? - Spytał ironicznie.
-Nooo na pewno, już sobie wyobrażam co by się tu kurna działo... Siadaj a ja zrobię nam szybko coś do żarcia. - Kagami wskazał ręką na kanapę po czym udał się do kuchni. Opaleniec z miejsca władował się wersalkę, zatopił tyłek w miękkim oparciu i załączył telewizor.
-No co by się niby takiego działo, hm? - Chłopak usiłował kontynuować zaczęty wcześniej temat.
-Jesteś debilem czy co? Chyba nie muszę tłumaczyć ci tak oczywistych rzeczy.
-Czyli mam rozumieć, że nigdy ze sobą nie zamieszkamy, Taiga?
-Ogarnij się... jestem za młody by teraz o tym myśleć. - Odkchrząchnął chłodno Czterobrwiowy.
-Heh... Kise to od razu proponował mi wspólne mieszkanie... - Przyznał w myślach Daiki. Niebawem Taiga wkroczył do salonu z dwoma wielkimi stosami tostów.
-Pojebało cię? Kto to wszystko niby zje? Nie mam nawet ochoty na jedzenie. - Odparł zrezygnowanym tonem chłopak.
-Znowu uskuteczniasz te swoje depresje idioto? Łaski bez, będzie więcej dla mnie.
Ten już nic się odezwał, biorąc gryza gorącej kanapki. Jedli w milczeniu, a jedyne co rozładowywało tą napiętą atmosferę to dźwięki z jakiegoś tandetnego paradokumentu lecącego właśnie w telewizji. (Trudne sprawy xD) Sterta tostów szybko znikała z talerzy, głównie pochłaniana przez Czerwonowłosego żarłoka.
-No to teraz wybacz ale wezmę szybki prysznic i potem się tobą zajmę, ok? - Kagami skończył posiłek i litościwie zapytał Ciemnoskórego, przy okazji odstawiając naczynia do zlewozmywaka.
-Nie potrzebuję twojej łaski.
-A ja wcale nie potrzebuję tutaj ciebie, zawracającego mi dupę. - Odburknął lekko poirytowany Czterobrwiowy i udał się do łazienki. Aomine wyłożył ręce na oparciu i zamknął oczy. I znowu się zaczęło. Znowu myślał o Blondynie, jego słowach, emocjach, o jego ciągle załzawionych bursztynowych tęczówkach. O jego oddechu, dotyku, o jego subtelnym, szepczącym czułe słowa głosie, od którego przechodziły dreszcze. Nie było sposobu by się uwolnić. -Dość, kurwa dość!- W pewnym momencie wykrzyczał do siebie Daiki, zerwał się z łóżka i momentalnie pojawił u Kagamiego, który właśnie kończył brać prysznic.
-Ej a ty gdzie, kurwa? Nawet w klopie nie można mieć przy tobie prawa do prywatności! - Oburzył się Czerwonowłosy. -Ale masz szczęście że już skończyłem...
Opaleniec puścił to mimo uszu, podszedł do niego i kładąc mu rękę na czole przeczesał jego włosy.
-Wiesz dlaczego nie mam ochoty na żarcie? Bo mam kurewską ochotę na ciebie. Pochylił się nad twarzą Taigi z chytrym zamiarem wpojenia w jego usta, lecz ten bez rozmysłu zasłonił się dłonią a drugą zaś złapał za jego koszulkę i pociągnął porywczo w kierunku swojego pokoju. Czterobrwiowy pchnął go na łóżko i po chwili zaczął zwinnie ściągać z niego wszystkie części garderoby. Ciemnowłosy był zaskoczony a jednocześnie podekscytowany nagłym zachowaniem jego chłopaka. Po chwili gorących pocałunków i wzajemnego błądzenia po rozgrzanych ciałach, Kagami odwrócił Ciemnoskórego tyłem do siebie, mocno łapiąc za jego umięśnione ramiona.
-Pora na moją nagrodę, Daiki.
-Niby za co? - Zapytał lekko zmieszany chłopak, spodziewając się tego co zaraz go czeka.
-Za moją dzisiejszą wygraną.
-Pff - Aomine syknął kpiąco, starając się ukryć swoje obawy. Czerwonowłosy oparł się o jego plecy i zbliżył na wysokość jego szyjii.
-Lepiej się rozluźnij, bo będzie bolało. - Ostrzegł Taiga i podgryzł jego ucho a rękami oplutł tors Opaleńca lekko wbijając paznokcie w skórę.
-Ał! Kurwa, co ty robisz?!
-Haha, kto by pomyślał żeś jest taki delikatny, Aomine. - Czterobrwiowy wykorzystując chwilę nieuwagi chłopaka, zaczął powoli w niego wchodzić. Ten czując to wydał z siebie cichy jęk.
-Boli, kurwa.
-Teraz już wiesz jak ja się czuję, co?
-Ech za-mk-nij s-ię do cho-lery... - Daiki zagryzł zęby i zamknął oczy a palce wbił w kołdrę. Po chwili przestał odczuwać ból. Z sekundy na sekundę doznawał coraz to większej przyjmności, a każdym następnym pchnięciem Taigi czuł narastające w nim podniecenie. Jego jęki stawały się coraz głośniejsze, jakby to znaczyło prośbę o więcej. Wtem Czerwonowłosy spostrzegając to począł ruszać się w nim coraz szybciej a dłonią pieścił jego członka. Jednak mimo wszystkich tych przyjemności jakimi Aomine był wówczas darzony, w jego umyśle panował istny szał. Kise. Kise... Kise! Gdyby tylko mógł, wykrzyczał by to najgłośniej jak potrafił. Ale nie mógł, nawet nie chciał. A raczej chciał, lecz starał się ze wszystkich sił ukryć w sobie to pragnienie. Czuł że zaraz dojdzie. A w głowie nadal wyobrażał sobie Ryoute. -Kurwa, dlaczego nawet w takiej chwili nie mogę przestać o nim myśleć?!- I w kółko powtarzane to samo pytanie.
***
-Wracam do domu. - Oznajmił ponuro Daiki, wzdychając.
-Tak szybko? Myślałem, że zostaniesz na noc.
-Łeb mnie boli.
-To przeze mnie? Starałem się być delikatny. - Zapytał Taiga z wielkim bananem na twarzy.
-Chyba sobie jaja ze mnie robisz.
-No to jak jest? - Czerwonowłosy podniósł się do pozycji siedzącej i objął ramieniem Aomine.
-Zajebiście jest. - Ten mruknął sarkastycznie, i odtrącając rękę Kagamiego zaczął zbierać się z łóżka. Po niedługim czasie był gotowy do wyjścia.
-A, bym zapomniał. Świetny mecz, Taiga. - Rzucił Ciemnoskóry, kierując się do drzwi wyjściowych.
-Poważnie? no jak bym kurna nie wiedział. - Ten uśmiechnął się głupokowato, cynicznie podkreślając swój sukces.
-A, no i ja też bym zapomniał. Kocham Cię, cwelu. - Dodał Czterobrwiowy w momencie, kiedy Daiki naciskał na klamkę.
.
Aomine wstał, otarł usta ręką po czym wyszedł z kabiny. Wzdychnął ciężko i oparł się o umywalkę. Ryouta wyszedł zaraz po nim.
-Aomine... nie musiałeś tego robić...
Ten nic nie odpowiedział tylko zacisnął pięść i popatrzył na Blondyna wzrokiem pełnym bezradności i smutku.
-Kise. Kurwa, Kise... gdyby Cię tylko nie było... gdybym tylko Cię nie poznał... to było by kurwa idealnie. A teraz? ja już nie wiem... ja już kurwa sam nie wiem, czego chcę! - W tym momencie oczy Ciemnoskórego napełniły się łzami. Jeszcze nigdy nie czuł się tak bezsilnie i tak podle.
-Aominechii, uspokój się... i proszę nie mów do mnie w ten sposób, bo równie dobrze ja mógłbym mieć takie same pretensje do Taigi. - Powiedział wyjątkowo opanowany Brązowooki.
-Taige zostaw w spokoju! Chyba mnie zaraz krew zaleje... zniknij...
-Nie mów tak...! Nie każe Ci mnie kochać... ale do cholery nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, Aomine! I co Ty kurwa myślisz ?! Że po prostu od tak zapomnę?! Że będe udawał że nigdy się nie poznaliśmy?! Zastanów się co Ty kurwa mówisz!
Wtedy Kise dłużej nie wytrzymał i z całej siły uderzył Opaleńca w twarz. Ten zrezygnowany zwiesił głowę w dół.
-Jeśli chcesz żeby tak było to będzie, ale wiedz że pożałujesz tego kiedyś.
Ostrzegł Ryouta i opuścił łazienkę. Daiki odwrócił się przodem do lustra i spojrzał na swoje odbicie. Oglądał swoją zakrwawioną i obolałą twarz. Po chwili odkręcił kurek i ochlapał się zimną wodą. Krew ciągle spływała. Jednak w porównaniu do ran na jego obliczu te w sercu były zdecydowanie głębsze. Wyciągnął komórkę z kieszeni po czym spoglądnął na godzinę. Zdał sobie sprawę, iż mecz dobiegł końca. Po niedługim czasie do pomieszczenia niespodziewanie wkroczył Kagami. Widok Aomine bardzo go zaskoczył a zarazem mocno zaniepokoił.
-Daiki?! Co ci się stało?! -Zapytał przerażony Czterobrwiowy. Zakłopotany Ciemnowłosy zatrząsł się widząc swojego chłopaka. Aczkolwiek szybko odzyskał panowanie nad sobą, udając że nie stało się nic wielkiego.
-Em no wyjebałem się na barierki bo tak się śpieszyłem że nie zdążyłem wyhamować... - Zaśmiał się nerwowo.
-Twoje tłumaczenie jest żałosne... wiem że kłamiesz. Kuroko był rozkojarzony w drugiej kwarcie że o mało co nie przegraliśmy, a poza tym minąłem się z Kise po drodze. Nie wmówisz mi, że jest dobrze.
-Kurwa, czemu jesteś taki uparty? - Daiki zdał sobie sprawę że Czerwonowłosy nie odpuści. - Pokłóciłem się z Kise i tyle. - Odburknął.
-Ale zaraz... o co chodzi z Tetsu? Nie mówcie mi że on... o żesz kurwa mać!- Pomyślał pełen obaw Ciemnokóry.
-Mhm. No ciekawe o co, skoro masz rozjebaną całą gębę.
-Nic wielkiego... takie tam nasze porachunki z przeszłości.
-Taaaa... dobra, nie mam cierpliwości się z tobą pierdolić jak to taka wielka tajemnica. A teraz siedź tu a ja skoczę po jakąś apteczkę, bo się tak kurwa z tobą na ulicy nie pokażę. - Oznajmił Taiga i udał się do wyjścia. Za niedługą chwilę wrócił z ekwipunkiem i zabrał się za opatrywanie ran Opaleńca.
-No już lepiej... ale nieźle ci przyjebał... ech. Idziemy do mnie? Mieszkam bliżej od ciebie. - Zaprponował Kagami. Ten tylko przytaknął gestownie na znak że przystaje na taką propozycję. Wtedy Czerwonowłosy uprzednio rozglądając się dokładnie dookoła siebie, chwycił Daikiego za rękę po czym oboje ulotnili się z budynku. Jednakże na zewnątrz czekała na Aomine niemiła niespodzianka. Na przystanku autobusowym obok którego zmuszeni byli przejść, stali Kuroko z Momoi. Nie uświadomiony o zaszłej sytuacji Taiga, przystanął.
-Tetsu, gratuluję. - Orzekł Ciemnoskóry, pozorując że nic się nie stało. Niebieskowłosy zaledwie obdarzył go wściekłym spojrzeniem, które dało mu do zrozumienia iż Tetsuya wie praktycznie wszystko o tym, co się niedawno wydarzyło. Ten speszył się i odwrócił wzrok.
-Dai-chan, Co ci się stało?! - Zapytała z przejęciem Satsuki widząc "przyjaciela" w takim stanie.
-No się debil wyjebał o barierki, bo kurna sobie na mecz zaspał. -Z opresji uratował go Kagami i przyśpieszył kroku.
-Echh, cały Aomine! - Przyznała poirytowana dziewczyna.
-Dobra, wybaczcie ale nam się trochę śpieszy, na razie! -Pożegnał się Czterobrwiowy i razem z Ciemnowłosym ruszyli w swoją stronę.
-Tetsu-kun, wszystko w porządku?- Spytała Różowowłosa spostrzegając dziwne zachowanie Kuroko w stosunku do Aomine.
-Nie do końca, Momoi-san. Rozmawiałaś ostatnio z Kise-kun'em?
-Jakiś czas temu... ale o co chodzi?
-Nie masz wrażenia że coś tu jest nie tak? A Aomine? Zauważyłaś w jakim jest stanie?
-Nie mam pojęcia. Ale jeśli chodzi o Ki-chana to... chyba wiem co się dzieje. Żalił mi się ostatnio że za nim tęskni... Czy to ma coś z tym wspólnego?
-Ma i to dużo. Byłem dzisiaj świadkiem dość dziwnej sytuacji...- Przyznał Tetsuya.
-? -Momoi spojrzała pytająco i zaniepokoiła się.
-Wiesz że Aomine jest z Kagamim. A dzisiaj złapałem go w przerwie meczu razem z Kise w łazience jak... chyba nie muszę ci tłumaczyć co robili. Satsuki usłyszawszy to stanęła w bezruchu i nieświadomie uroniła łzy. Natychmiastowo wytarła kąciki oczu, by Niebieskowłosy niczego nie zauważył.
-Momoi-san...?
-Aaa to nic Tetsu-kun, coś mi wpadło do oka.
Nastał kolejny dzień. Wszyscy członkowie drużyny liceum Seirin wykorzystywali ostatnie godziny by jeszcze lepiej się przygotować do nadchodzącego meczu. Kuroko trenował właśnie rzuty pod okiem Daikiego. A ten zbytnio nie przykładał się do pomocy swojemu koledze, ukazując to swoją obojętną postawą praktycznie na wszystko co go otaczało.
-Aomine-kun, powiedz w końcu co się stało bo, dłużej nie wytrzymam w twoim towarzystwie.
-Nic się kurwa nie stało i dajcie mi wszyscy spokój!
-Wybacz , jesteś kiepskim aktorem. Na milion procent coś cię gryzie. - Tetsuya nie odpuszczał.
-Jak się natychmiast nie odpierdolisz to być może nie dotrzesz na mecz!
-Uspokój się! Nienawidzę jak ktoś robi ze mnie idiotę. To przez Kise-kun'a, mam rację?
W tym momencie Ciemnowłosego przeszły ciarki. Był w pełni świadom co robi za plecami swoich przyjaciół i zacięcie walczył o to by się nie wydało. Wtedy nie miał pojęcia jak rozegrać rozmowę z korzyścią dla niego.
-Nie twoja sprawa, Tetsu. Powodzenia z Yosen. - Zbył Niebieskookiego i dosłownie przed nim uciekł.
Hala zawodów Winter Cup, godzina 15.06
Pojedynek właśnie się rozpoczął. Aomine stał daleko na trybunach przy drzwiach wejściowych. Najchętniej został by w domu, w łóżku pogrążając się w swojej rzeczywistości, paląc jednego papierosa za drugim i nie myśląc o niczym. Lecz przyszedł. Obiecał Kagamiemu, którego niby tak wielce kochał. Śledził jego grę, ruchy, determinację i umiejętności. Ale obserwując go, czuł wyraźny niedosyt. Tliła się w nim nadzieja że niebawem ujrzy inną osobę. Roztargniony jeździł wzrokiem po całej sali, nie interesując się zbytnio tym, co wówczas działo się na boisku. Czekał na niego. Za nic w świecie nie przyzna tego sobie, ale to właśnie jego zapragnął teraz zobaczyć. Cały dzień i całą noc wspominał ubiegłe lata. Mimo tego iż mocno postanowił nigdy więcej do tego nie wracać. Mijały minuty. Wnet w wejściu pojawił się Ryouta. Ciemnoskóry automatycznie oglądnął za siebie i wewnętrznie rozpromieniał. Jednak na twarzy Blondyna nie malowała się radość.
-Yo Kise. - Opaleniec przywitał się niepewnie.
-Jak mecz?- Ten odpowiedział po dłuższej chwili z obojętnością w głosie.
-Jak na razie , to Seirin będzie miało kłopoty. - Rzucił Daiki wpatrując się w tablice z wynikami.
Po zamienieniu przez nich tych krótkich zdań, zapadła cisza i powstawało dziwne napięcie. Aomine przysunął się bliżej barierek i oparł się o nie.
-Kise... nawet sobie sprawy nie zdajesz, jak bardzo mam przez Ciebie przejebane.... - Wypalił bez ogródek.
-Wzajemnie, Aominechi...
-Czemu... czemu kurwa nie potrafię o nas nie myśleć?! Mam już tego dość! - Ciemnowłosy zagryzł zęby i mocno ścisnął metalową rurkę, jak by to miało pomóc mu opanować złość. Brązowooki niespodziewał się takiego wyznania po Daikim. Poczuł wtedy palący się w nim płomyk nadzieji. Podszedł do niego bliżej, złapał pod ramię i lekko oparł o niego głowę. Zamknął oczy i westchnął.
-Wiesz czemu? Bo wciąż mnie kochasz...
Chłopak słysząc to stanął w osłupieniu. Nie wiedział czy emocje jakich właśnie doświadczał to złość czy też ukojenie. W pewnej chwili spostrzegł że spod powiek Blondyna wypływają stróżki łez.
-Idioto... a jak nas ktoś zauważy? Chodź...
Aomine odwrócił się i wyszedł z hali. Ryouta podążył za nim i niebawem oboje znaleźli się na korytarzu. Opaleniec przycisnął go do ściany i zaplatając swoje dłonie w jego, podniósł ich ręce do góry i gwałtownie oparł je o elewację. Nachylił się nad nim po czym spuścił głowę w dół.
-Kise, przestań pierdolić. Wiesz jak ja się czuję? Dlaczego po prostu nie możesz zniknąć z mojego życia raz na zawsze?! Przez Ciebie mam skurwysyńskie problemy!
-Szkoda tylko że nie wiesz co ja czuję...
-Zamknij się!
Ciemnoskóry w przypływie wściekłości brutalnie uderzył ich rękoma o ścianę przygryzł wargi i ostro zatopił się w ustach Ryouty. Dłonie obojgu zostawiały krwawe ślady na powieszchni a oni pogrążeni w desperackim pocałunku, chcieli pozbyć się całego niepokoju i odpłynąć w inny wymiar, jak po silnym narkotyku. Lecz ten pocałunek nie należał do przyjemnych. Oprócz metalicznego posmaku krwi Aomine, był po brzegi wypełniony ich wspólnym cierpieniem. W pewnym momencie oderwali się od siebie a Daiki cały drżąc złapał za poranioną dłoń Kise i podążył w kierunku łazienki. Bez zwłoki weszli do kabiny. Ciemnowłosy wręcz rzucił Blondynem o kafelki i zatrzasnął z hukiem drzwi. Naparł na niego całym ciałem i kładąc mu ręce na skroniach, ponownie obdarzył chłopaka zawrotnym pocałunkiem. Następnie posunął się o krok niżej rozpinając spodnie Brązowookiego. W tym samym czasie druga kwarta pojedynku Seirin vs Yosen dobiegła końca, co oznaczało 10 minutową przerwę. Niefortunnie niebieskowłosy zmierzał do miejsca, w którym mógł pojawić się w najmniej odpowiednim momencie. Wszedł do środka i momentalnie zauważył co właśnie działo się w jednej z kabin. Słyszał ciche jęki i powtarzane w kółko dobrze znane mu imię "Daiki", "Aominecchi", "Aomine"... Wtem szybko ulotnił się stamtąd, coby żaden z nich nie dostrzegł jego obecności.
-Aomine, niech cię szlag trafi!-
Totalny mętnik w głowie... Miliony myśli na minutę... Co się dzieje? Co robić? Nie ogarniam. Sam już nie wiem. Nic... Taiga, Kise, Satsuki. Chcę zasnąć i obudzić się jak wszystko będzie jasne... Tego rodzaju myśli dręczyły Aomine non stop. A nie chciał myśleć. Pragnął tylko jednego. Lecz jego podświadomość miała zupełnie inne zdanie. Wyznanie Ryouty i Momoi całkowicie odebrało mu zdolność do racjonalnego myślenia. Czyżby musiał teraz zaufać swojemu sercu? A może wykorzystać resztki rozumu, jakie mu zostały?
Daiki chcąc wyrwać się z tego nienormalnego natłoku zdarzeń i przemyśleń, pochopnie wykręcił numer do Kagamiego, wiedząc że ten ma jutro bardzo ważny mecz.
-Słucham?
-Taiga... - wyszmerał do słuchawki Ciemnowłosy.
-Aomine, co jest?
-Przyjdź do mnie teraz.
-Ale mówiłem ci do cholery, że jutro gram z Yosen.
-I tak nie uśniesz... Przyjdź, po prostu chcę Cię zobaczyć.
-Co się stało? Gadasz jak nie ty...
-Czekam na Ciebie, Taiga. Bądź szybko. - Rozłączył się.
Zaniepokojony Czerwonowłosy porzucił swoje plany o wypoczynku i po parunastu minutach był już u progu drzwi mieszkania chłopaka. Ciemnoskóry stał w wejściu od chwili odłożenia słuchawki i czekał na swojego gościa. Wtem przed oczyma stanął mu Czterobrwiowy i spojrzał na niego niepewnie. Aomine oparł się o framugę i skierował wzrok na ziemię.
-No co Ci do cholery?!
-Chodź. - Opaleniec pociągnął Taigę za kurtkę i zaprowadził do swojego królestwa. Usiedli. Panowała dziwna atmosfera. Daiki wciąż nie był w stanie popatrzeć w oczy Kagamiemu.
-To powiesz mi w końcu, co się kurwa dzieje?! - Chłopak zaczynał tracić cierpliwość.
-Zamknij się. -Wtedy Opaleniec lekko podniósł głowę . Przypadkiem spojrzenia obojgu spotkały się. W tym momencie Czerwonowłosy uświadomił sobie, że stan chłopaka jest nienajlepszy. A to wszystko wręcz wymalowane było na twarzy Aomine. Zakłopotanie, niepokój, smutek, bezradność. Taiga nie poznawał osoby , która wówczas była mu najbliższa. Nie na rękę było mu pokazywać swoje emocje. Wewnętrznie martwił się o niego jak o samego siebie. Co więcej, był kompletnie bezradny co do zaistniałej sytuacji iż nie wiedział z jakimi problemami zmaga się Ciemnowłosy. Jednakże on najwyraźniej nie miał zamiaru mu się zwierzać.
-Powiedz mi lepiej, bo takie siedzenie gówno da.
-Kise,Satsuki, Matka. Wkurwili mnie i tyle.
-Mam wrażenie że tak zwyczajnie cię nie wkurwili. Człowieku, Ty siebie nie przypominasz...!
-Taiga, Kochasz mnie? Tak szczerze. - Ten drgnął kiedy usłyszał to pytanie. Nienawidził wyrażać swoich uczuć w ten sposób. Wolał ukazywać je przez czyny niż przez słowa.
-Tak... Kocham Cię debilu... - ostatecznie przemógł się. Aomine odetchnął z ulgą i przytknął swoje czoło do czoła Czeronowłosego. Zamknął oczy a potem położył mu ręce na skroniach.
-Daiki... powiesz mi w końcu co się dzieje? - Wyszeptał zdezorientowany Kagami.
-Tylko to chciałem od Ciebie usłyszeć, Taiga.
-Ech... i tak wiem że nie tylko o to chodzi, ale jak sobie chcesz. Wtedy Ciemnoskóry zatkał mu usta zajadłym pocałunkiem. Nagle ciche pukanie do drzwi przerwało im tę niedyskretną chwilę. Wnet w pomieszczeniu zjawił się Niebieskowłosy, zaskoczony obecnością swojego kolegi z obecnej drużyny.
-Kagami-kun, co ty tutaj robisz?
-A ty? - Spytał równie zdziwiony co Tetsuya.
-Ech... miałem jeszcze dzisiaj potrenować z Tetsu. - Wytłumaczył Aomine.
-Coś się stało, Aomine-kun?
-Nic. - Rzucił beznamiętnie
-Możemy przełożyć to na jutro rano? - Dodał po chwili. Kuroko spojrzał na nich skołowany, nie mając pojęcia o co chodzi.
-To w takim wypadku ja idę, bo widzę że wam przeszkadzam.
Skinął głową w dół i ruszył w stronę wyjścia.
-Jutro o 11 na boisku koło gimbazy, Tetsu. - Oznajmił Opaleniec.
Ten kiwnął przytakująco i opuścił pomieszczenie.
-Czyli dalej zamierzasz nic powiedzieć? Łaski bez, ja też pójdę. Czterobrwiowy wstał w celu skierowania się do wyjścia. Lecz Ciemnowłosy odruchowo zareagował na zamiar chłopaka, silnie chwytając go za ramię.
-Zostań.
-A po kiego mam tu siedzieć jak niedorozwinięty?! Daiki na brak odpowiedniego argumentu, puścił go, odwrócił się i westchnął.
-Może rzeczywiście będzie lepiej jak pójdziesz.
-Ech... zostałbym jak byś mi powiedział jaki masz problem...
-Już kiedyś mówiłem, że nie mam zamiaru Ci się z niczego tłumaczyć.
-Jak to kurwa nie masz zamiaru?! Ty chyba sobie ze mnie żartujesz, cwelu!
-Mówię poważnie. Jeszcze Ty mnie wkurwiaj, Taiga... jeszcze Ty.
-Wkurwiam Cię?! Jesteśmy ze sobą czy nie, do cholery?!
-Jesteśmy.
-Jak jesteśmy, to ja też Ci kiedyś mówiłem że w związku nie ma się przed sobą pierdolonych tajemnic! - Kagami wypowiedział to zdanie i wyszedł z pokoju , mocno trzaskając drzwiami. Szedł dość szybko. W pewnym momencie dogonił Niebieskookiego.
-Co się z nim dzieje, Kagami-kun?
-Też chciałbym wiedzieć... Zadzwonił po mnie, godzinę u niego siedziałem i gówno wiem. Może ty od niego coś wyciągniesz?
-Mogę o coś spytać? - Tetsuya niespodziewanie zmienił temat.
-Co jest?
-Czy ty i Aomine-kun jesteście razem? - Taiga przystanął krok za Kuroko.
-Jesteśmy razem... - Sapnął zażenowany.
-Szczerze, to nie jestem zaskoczony. Ale chyba wiem, w czym problem.
-?
-Wiesz że w gimnazjum on i Kise-kun chodzili ze sobą?
-Taaa... no i co w związku z tym?
-I to Aomine z nim zerwał, nie wiem czemu. A Kise pewnie dalej coś do niego czuje. Zawsze był strasznie zazdrosny, praktycznie nigdy nie ustępował mu kroku. Chorobliwie się do niego przywiązał. Od tamtej pory zauważyłem że Kise-kun odsunął się od wszystkich i tylko udaje szczęśliwego kiedy trzeba. I wydaje mi się, że z powrotem próbuje przekonać Aomine-kun'a by do siebie wrócili.
-Mówisz serio? Z Kise jest aż tak źle?
-Widzę to, nie umie grać że wszystko jest dobrze.
-Kuroko... mam się obawiać o Aomine?
-Po nim to wszystkiego się można spodziewać. Więcej nie mogę ci pomóc, Kagami-kun.
-Dzięki...
**23:57**
Od: Aomine
Do: Taiga
Treść: Wybacz...
Późne popołudnie, sala gimnastyczna liceum Kaijo
Donośny dźwięk gwizdka Satsuki dał wszystkim do zrozumienia, iż ich wspólny trening właśnie dobiegł końca. Każdy pożegnał się i odszedł w swoją stronę. Kise wraz z Daikim poszli razem, ponieważ oboje zmierzali w tym samym kierunku.
-Aominechi, dawno nie byłem tak podekscytowany tremningiem! - Oznajmił Ryouta z wielkim bananem na twarzy.
-Pff też mi coś.
-Nie mów, że nie miałeś ochoty się ze mną zobaczyć.
-Nie miałem. - Opaleniec przyśpieszył kroku, ale zaraz Blondyn go dogonił i zatrzymał, chwytając za jego bluzę.
-Popatrz na mnie. Słyszysz?! Spójrz mi w oczy! - Aomine jednak nie reagował na prośby chłopaka, próbując zrobić krok w przód. Wtem Brązowooki gwałtownie przekręcił jego głowę , tym samym zmuszając go do tej czynności. Oczy Kise były wypełnione pustką, tęsknotą i zawiścią. Powieki opuchnięte, a białka przekrwione.
-Łżesz! kłamiesz... widzę, widzę wszystko.
-Co niby takiego widzisz? bo ja u ciebie tylko to, że chyba cierpisz na bezsenność.
-Kogo ty oszukujesz Aomine... ech, nie mam siły. Może kiedyś sam zrozumiesz.
Dalej już szli w ciszy. Daikiego cały czas dręczyły słowa Momoi i jego matki. A w szególności przerażający wzrok Ryouty, który przyprawił go o dreszcze. W pewnym momencie Ciemnoskóry zwolnił i odwrócił się do Blondyna.
-Kise, zagramy 1 on 1?
-Aomine, co to za pytanie? No jasne że tak! - Temu humor od razu się poprawił i po jakimś czasie doszli na boisko.
-Co cię tak nagle wzięło?
-Po prostu. Gramy do 40. - Bez zbędnych tłumaczeń Opaleniec rozpoczął grę rzucając trójkę na początek. Ale jego przeciwnik niebawem wykonał taki sam rzut, wyrównując punktację. W podobny sposób pojedynek toczył się dalej. Każda zagrywka, przejście, wyrzut były niemalże doskonale skopiowane, a wynik cały czas na remisie. W końcu Daiki postanowił zakończyć ten mecz przy pomocy jednoosobowego alley-oop'a. Piłka wpadła do kosza, a on wracając na ziemię, stracił równowagę i przewrócił się. Poleciał prosto na Kise , który nie zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, po czym oboje wylądowali na betonie. Aomine wsparł się na rękach i popatrzył na leżącego pod nim Blondyna. Na jego policzkach zagościł rumieniec. Ich twarze znajdowały się bardzo blisko, a usta dzieliły milimetry . Wpatrywali się na siebie nawzajem i żadne nie miało odwagi przerwać tej niezręcznej chwili. Tkwili w tej pozycji, czując jak ich serca biją coraz szybciej. W pewnym momencie Ciemnowłosy rozglądnął się pośpiesznie dookoła i namiętnie pocałował Ryoute, na co ten z zaskoczenia wzdrygnął się do góry i odwzajemnił tego spontanicznego całusa. Ich usta złączone gorącym pocałunkiem nie mogły oderwać się o siebie. Po chwili obydwoje zapragnęli posunąć się krok dalej. Wtedy dłonie jednego i drugiego wślizgnęły się pod koszulki i poczęły chaotycznie błądzić po torsie kolegi. Nagle Brązowooki opamiętał się i łagodnie odepchnął Daikiego.
-Aominechi... nie tutaj... - Mruknął zawstydzony Blondyn.
-Chodźmy do mnie.
Po niedługim czasie byli już w gniazdku Aomine. Gdy Ciemnoskóry przekręcił zamek w drzwiach , porywczo złapał ręke Ryouty i ciągnął go w kierunku swojego pokoju. Weszli. Kise stanął tuż za chłopakiem kiedy on zamykał drzwi na klucz, co by nikt nie był w stanie im przeszkodzić . Blondyn stojący o krok za Daikim objął go od tyłu i począł delikatnie muskać językiem jego szyję. Ten odwrócił się i łapiąc go za przedramienia popchnął w stronę łóżka. Za chwile Aomine usiadł okrakiem na Ryoucie i zabrał się za zdejmowanie mu koszulki. W momencie w którym go jej pozbawił, zszedł na wysokość jego twarzy po czym rozpoczął powoli masowac jego zarumienione policzki, a potem bawiąc się miękkimi kosmykami włosów chłopaka, zaczął zbliżać swoje usta do jego. Gdy tylko połączyli się w głębokim pocałunku, Kise zarzucił ręce na kark Ciemnowłosego i wtopił swoje palce w jego granatową czuprynę. -Kurwa, co ja wyprawiam... A z resztą chuj z tym, Taiga nie musi o niczym wiedzieć.- Wnioskował w myślach Ciemnoskóry. Jego rozmyślenia zostały przerwane, kiedy Blondyn wsunął dłonie pod jego koszulke. Wtedy Daiki cofnął pocałunek ostrym tchnieniem.
- Coś nie tak?- zapytał Brązowooki.
- Heh..... masz zimne ręce - oznajmił ironicznie Aomine.
Ryouta puszczając to mimo uszu, począł dokańczać to co mu przerwano, czyli ściąganie górnej części ubrania naszego Opaleńca. Wtem jego oczom ukazało się umięśnione ciało chłopaka. Dłużej nie przeciągając, popchnął Ciemnowłosego i obydwoje z otwartymi ramionami oraz splecionymi dłońmi znaleźli się na ścianie połączeni w pełnej pasji pocałunku ,w którym odbywała się walka pomiędzy ich językami splecionymi w jedność. Po chwili oboje zdecydowali pozbyć się dolnej części garderoby. Następnie Kise zniżył się na wysokość krocza Daikiego, po czym wziął do ust jego męskość. Pieścił go najczulej jak potrafił by sprawić mu największą przyjemność. W pewnym momencie Aomine postanowił przejąć inicjatywę. Przewrócił Blondyna na plecy, jedną dłonią ujął jego członka a drugą położył mu na pośladkach. Znowu ich usta połączyły się w gwałtownym pocałunku. W konću Ciemnowłosy, nie mogąc dłużej opanować swojego podniecenia, podniósł nogi Brązowookiego do góry i kładąc je sobie na ramionach, niepowściągliwie w niego wszedł. Ten wydał z siebie głośny jęk. Poruszał się w nim powoli, nie chcąc sprawiać chłopakowi zbytniego bólu. Wiedział, że Kise był bardzo na to wyczulony i wiecznie błagał go, by był delikatniejszy. Ich wzajemne jęki stawały się coraz głośniejsze. Po krótkim czasie oboje doszli. Ciemnoskóry położył się obok "przyjaciela", a ten spojrzał na niego zadowolony.
-Bosko... jesteś najlepszy... dziękuję za wszystko.
-No raczej.
-Stęskniłem się za twoim ciałem, Aomine...-Wyszeptał mu do ucha, całując go przy tym w policzek. Potem wstał i zerknął na zegarek.
-Na mnie już pora. Ryouta ubrał się, zabrał swoje rzeczy i ruszył w stronę wyjścia. Złapał za klamkę i zatrzymał się.
-Aominechi, nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał, żeby było tak jak kiedyś...
-Wiesz dobrze, że jestem z Kagamim i za cholerę nic tego nie zmieni.
Blondyn zagryzł zęby i spuścił głowę w dół.
-Wiem, ale... ja dalej cię kocham, ja tak bardzo cię kurwa kocham! Zacisnął mocno pięść po czym udeżył nią o ścianę, a z jego oczu popłynęły łzy. Nie chcący poznać odpowiedzi Daikiego, szybko wyszedł z pokoju a następnie opuścił jego dom. Na zewnątrz szalała ulewa. Brązowooki biegł ślepo przed siebie, szukając miejsca, w którym mógłby schronić się przed deszczem. W końcu przystanął pod dachem jakiegoś opuszczonego budynku. Oparł czoło na szybie i zakrył oczy przedramieniem. Nie był w stanie ukryć swojego rozczarowania. Płakał. Cały drżał, pogrążony w głębokiej rozpaczy.
-Czemu kurwa, dlaczego?! Kocham go, tak bardzo go kocham...!
Tuż po lekcjach, Dach Too Gakuen
-Dai-chan! wiedziałam że cię tu znajdę! - Wykrzyczała entuzjastycznie Różowowłosa dziewczyna, spostrzegając swojego przyjaciela.
-Czego chcesz Satsuki? -Wymamrotał niechętnie chłopak.
-Aomine, już nie bądź taki oschły... - Momoi podeszła do niego, pochyliła się i delikatnie pogładziła jego policzek swoją dłonią. Ten odtrącił ją, po czym odwrócił się i spojrzał na nią noszlanckim wzrokiem.
-O co ci do cholery chodzi z tymi czułościami?! masz Tetsu.- Ona nic się nie odezwała tylko przekręciła głowę w bok.
-Jutro idziemy na trening do Kaijo i jak dobrze pójdzie, to zagramy mecz sparingowy. - Zmieniła nagle temat.
-Ech... Będzie Kise?
-A co? Nie chcesz się z nim zobaczyć?
-To nie tak. Jestem z Taigą. Kocham go. A jak przebywam blisko Kise, to wszystko wraca... dlatego nie chcę się z nim póki co widywać.
-Dai-chan... wiesz co to znaczy?
-...?
-To znaczy że ciągle kochasz Ki-chana, a w Kagamim się tylko zauroczyłeś.
-Nie pierdol mi tu!
-Zejdź na ziemie, Aomine! Wiesz co on przeżywa? Wiesz jak go ranisz? Czy wiesz do cholery jak bardzo on cię kocha?! - Ciemnowłosy doznał lekkiego osłupienia. Czuł że zaczyna mieć wyrzuty co do Ryouty. W pewnym momencie Momoi objęła Daikiego od tyłu a po jej twarzy spłynęły krople łez.
-Wiesz dlaczego wybrałam Tetsu? - Spytała cicho drżącym głosem.
-Bo Kocham Ciebie Daiki ! Chcę po prostu zapomnieć, chcę zaakceptować fakt że możemy być jedynie przyjaciółmi! Doskonale wiem jak czuje się Kise, dlatego to mnie tak boli!
Aomine zabrakło słów. Już sam pomału zaczął gubić się w tej chorej sytuacji. Niespodziewanie Satsuki włożyła mu dłonie pod ubranie i poczęła ślepo błądzić po jego torsie. Jej usta spoczęły na karku chłopaka, zostawiając czułe pocałunki. Niebawem ściągnęła z niego górne części garderoby, za chwilę uczyniając tą samą czynność na sobie. Kiedy już to zrobiła , przycisnęła się mocno do pleców Ciemnoskórego. Dalej płakała. On czuł wilgoć na swojej skórze oraz przylegający do niego nagi biust dziewczyny.
-Satsuki...
-Dai-chan... zimno... - Powiedziała prawie niedosłyszalnie, przeczesując ręką włosy Daikiego. Ten nie mógł się dłużej oprzeć intrygom Różowowłosej. Wstał i biorąc ją na ręce, zaniósł pod ścianę. Sam zaś oparł się i posadził Momoi na sobie. Nie mówili już nic. Oddali się chwili. Ich usta nie odrywały się od siebie splecione w ognistych pocałunkach, a ciała połączone były w jedność. Ale dla Aomine to był jedynie powód by łatwo się zabawić jej kosztem. Wiedział, że w Satsuki zawsze będzie miał oparcie bez względu na to, co zrobi. Szybko jednak wrócili do rzeczywistości, zdając sobie sprawę iż znajdują się na dachu swojej szkoły. Ciemnowłosy skończył w niej po czym zarzucił na siebie ubranie i rozejrzał się dookoła. Dziewczyna jeszcze przez chwilę siedziała, lekko wzdychając.
-Satsuki, ubieraj się i chodźmy stąd. I pamiętaj, nikomu ani słowa.
-D-dobrze Aomine... wybacz mi za to. - Ten bez słowa podał jej ubrania i oddalił się w kierunku zejścia. Za jakiś czas oboje rozstali się w milczeniu.
21.53, dom Aomine
Ciemnoskóry ostrożnie przekroczył próg drzwi ponieważ chciał uniknąć spotkania z matką. Po cichu przemknął do kuchni po coś do jedzenia. Był tak skupiony na tym by nie zostać zauważonym, że nie spostrzegł jego rodzicielki stojącej w wejściu. Wychodząc z pomieszczenia wpadł na kobietę i doznał lęku z nagłego zaskoczenia.
-Daiki. Musimy porozmawiać. - Powiedziała bezpośrednio i z powagą.
-Daj mi spokój. - Aomine próbował wyminąć ją, lecz bezskutecznie.
-Nigdzie nie pójdziesz. Siadaj. - Wskazała na krzesło po czym wzięła piwo z lodówki i usiadła obok swojego syna.
-Powiedz mi, co to za chłopak z którym się spotykasz?
-Nie twoja sprawa. - Zaszemrał Ciemnowłosy.
-Był u nas wczoraj na noc, prawda?
-Powiedziałem, nie twój interes.
-Widziałam was dzisiaj rano jak się"żegnaliście"... - Wtedy Daiki odwrócił głowę.
-Coś jeszcze?! - Zapytał zirytowany.
-Nie wiedziałam że wolisz chłopców, Aomine. I teraz właśnie zdałam sobie sprawę, że z Kise to też nie była tylko zwykła przyjaźń...
-Odwal się! I w ogóle nie wtrącaj w moje życie. - Chłopak wstał z krzesła i sięgnął do lodówki po ten sam napój, jaki właśnie piła jego rodzicielka. Oparł się o szafkę a następnie wyjął ze swojej kieszeni paczkę papierosów. Wziął jednego do ust po czym nie przejmując się obecnością matki, odpalił. Ta bezradnie spuściła wzrok.
-Mnie nie obchodzi to jak ty spędzasz noce i z kim.
-Ale Daiki, jesteś moim dzieckiem, więc martwię się o ciebie...
-Jakoś tego nie czuję. - Zgasił fajkę i wyszedł z kuchni, po raz kolejny zostawiając swoją matkę w kompletnym rozbiciu.
-Jestem złą matką... złą... beznadziejną...